Sytuacja w lubuskim PiS na koniec 2018 roku.

No i możemy powiedzieć, że wybory samorządowe się zakończyły. Tak jak można się było spodziewać PiS pod światłym przywództwem Marka Asta uzyskał najgorszy wynik w kraju chociaż lepszy niż 4 lata temu. Tylko, że to należy zawdzięczać działaniom naszego rządu, a nie zabiegom Marka Asta. Gdyby nie jego działania jako głównego hamulcowego i destruktora wynik mógłby być lepszy i już nie najgorszy w kraju. Można by było przechwycić nawet władzę w województwie, ale nie jest możliwe takie działanie dopóki Astowi i jego poplecznikom łatwiej jest się dogadać z Platformą niż z własnym środowiskiem. Należałoby rozliczyć tych, którzy jak Ast swoją rozbijacka robotą doprowadzili do klęski w swoim regionie. Na czoło wysuwa się tutaj niewątpliwie Bogdan Trzpis w Sulęcinie, który przed wyborami wystawiał PiS przeciwko PiS doprowadzając do wojny w powiecie. Jedynym, który ma z tego satysfakcje jest Ast. Należy sobie także zadać pytanie, kto odpowiada za skandal z brakiem rejestracji kandydatów w powiecie międzyrzeckim(oczywiście oprócz prezesa Asta, który jako szef regionu odpowiada za wszystko co się tutaj dzieje). Prawo i Sprawiedliwość jako partia jest z pewnością na koniec 2018 roku słabsza i bardziej rozbita wewnętrznie niż na koniec 2017 roku. Odeszło wiele osób, które nie tolerowały prezesa i jego metod. Oczywiście dopóki Ast jest prezesem żadnych rozliczeń nie będzie. Zwykł się on bowiem otaczać miernotami, które bezkrytycznie przyjmują słowa prezesa chociaż gdyby doszło co do czego to pierwsi będą mu wbijać nóż w plecy. Jest kilku takich, którzy po otrzymaniu od Asta stołków przestali rozpoznawać starych kolegów lub wręcz zaczęli im w nadgorliwym amoku podstawiać nogi by znaleźć uznanie u prezesa. Może się opamiętają niż będzie dla nich za późno bo wszelkie chwasty należy wyrwać z korzeniami.

Stoimy obecnie w obliczu wyborów roku 2019. Pierwszy termin to 26 maja, dzień wyborów do europarlamentu. Podstawowym pytaniem jest, kto będzie nas tam reprezentował i czy którykolwiek z naszych posłów wystartuje tam z myślą o zdobyciu miejsca w europarlamencie, a nie tylko jako zając podbijający ilość oddanych na nasze listy głosów. Dotyczy to szczególnie liderów naszej wspólnej listy z lubuskiego i zachodniopomorskiego. Biorąc poważnie realne szanse na wyjazd do Brukseli ma jedynka i dwójka na naszej liście. Oczywiście do Brukseli nie wybiera się Marek Ast bo jest ma na tyle poczucie realnej sytuacji i swoich możliwości, że wie iżby się do końca skompromitował ze swoją elokwencją wypowiedzi i beznadzieją własnej osoby. Niewątpliwie pozytywem wybrania Asta do europarlamentu byłaby możliwość oglądania komedii w jego wykonaniu na sali plenarnej obrad, która jednak nie przysporzyła by Polsce splendoru. Niewątpliwie jeżeli, któryś z naszych obecnych posłów stanie się europarlamentarzystą to zmieni to układ przed wyborami do Sejmu na jesień 2019 roku. Jaki wtedy może być układ listy możemy sobie dopiero wyobrazić po pierwszym starciu 26 maja. Więc należy jeszcze trochę poczekać by poznać układ lubuski po eurowyborach. W naszym interesie jest, aby PiS uzyskał lepszy wynik niż PO. Do 25 lutego powinna zostać ogłoszona kampania wyborcza do wyjazdu do Brukseli i wtedy poznamy listy nie tylko nasze, ale i tzw. zjednoczonej totalnej opozycji. Istotnym jest aby nasi posłowie stanowili realne wsparcie dla swojego zaplecza w regionie i na nawzajem. W tej chwili starania posłów Jerzego Materny, Jacka Kurzępy i minister Elżbiety Rafalskiej stara się utrudniać jak może Marek Ast kreując stan kłótni i niezgody w regionie i otaczając się dyżurnymi klakierami gotowymi w razie potknięcia obrócić się natychmiast przeciwko niemu. Jeden z nich wyraził się jednoznacznie stwierdzając, że „stołek dał mi Ast i tylko to każe mi go popierać, ale jakby sytuacja się zmieniła to bym pierwszy…”. Dalej nie będę kończył ze względu na trochę niecenzuralną kształt tej wypowiedzi. A zatem czkamy….