Należy sobie niewątpliwie zadawać takie pytanie. Czy człowiek nie potrafiący się często poprawnie wysłowić (szczególnie w sytuacjach stresowych jak udzielając odpowiedzi na pytania oponentów), będący symbolem totalnej niekompetencji przed Trybunałem Konstytucyjnym, gdzie skompromitował nie tylko siebie, ale także PiS jako partię, niszczący ja od wewnątrz na zasadzie V kolumny, promujący z reguły wazeliniarzy, kopiący dołki pod innymi posłami własnej formacji tylko dlatego, że reprezentują o wiele wyższy poziom moralny, ale także przerastają go inteligencją, ale nie dorównują mu cynizmem, czy taki właśnie człowiek powinien być prezesem struktur PiS w regionie? Z pewnością nie. Od dawna sprawuje autorytarne rządy w regionie nie licząc się z nikim ani z niczym poza własnym interesem związanym z obawą, że ktokolwiek mu zagrozi. Znalazł się on na stanowisku, które po prostu go przerasta. Jednakże należy zauważyć, że totalna woda sodowa uderzyła mu do głowy dopiero po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Mógł rozdzielać stanowiska i trzymać tych, które je otrzymali w wiernopoddańczym poniżeniu na zasadzie, że jeśli nie będziesz wystarczającą wazeliną to pożegnaj się ze stanowiskiem. Niebawem rozpoczniemy serię artykułów opisujące największe „wazeliny” i ich wyczyny.
Innym przykładem niekompetencji Marka Asta jest jego „praca” w komisji ustawodawczej. W jaki sposób „reprezentował” jako jej przewodniczący większość parlamentarną ,a przez to i rząd przed Trybunałem Konstytucyjnym już wspominałem (można to zobaczyć w zakładce wideo). Należy sobie także zadać pytanie dotyczącą całego procesu legislacyjnego w sejmie jeśli niektóre ustawy okazują się mieć błędy czasami kardynalne, które potem trzeba poprawiać. W tych bublach prawnych uczestniczy Marek Ast właśnie jako szef komisji ustawodawczej. Nie można się dziwić, że PiS nie może wygrać z PO czy też tzw. Koalicją Europejską na Ziemi Lubuskiej jeśli szefem PiS jest tutaj człowiek, któremu wręcz zależy na tym, aby PiS tutaj przegrywał bo jemu i jego wazeliniarzom często bliżej do PO i tęczowej opozycji jak w Słubicach niż do współpracy chociażby z partiami tworzącymi Zjednoczoną Prawicę. W samej partii Astowi chodzi o to by ludzie myśleli o wzajemnym zwalczaniu się, a nie o współpracy bo ta może być groźna dla prezesa.
W lubuskim PiS by móc odnosić sukcesy potrzebna jest przede wszystkim zmiana prezesa zarządu okręgu. Człowiek, który się totalnie skompromitował jeśli nie zostanie odstrzelony wcześniej nie może być wybrany na następną kadencję w trakcie wyborów. Należy zdecydowanie głosować na nie. To jest jedyny dostępny szeregowym członkom w sposób anonimowy sposób wyrażenia wotum nieufności dla człowieka, który niszczy partię od wewnątrz. Obsadza stanowiska w dużej mierze niekompetentnymi wazeliniarzami, którzy i tak będą mu wbijać nóż w plecy jako pierwsi jak tylko wyczują moment odniesienia z tego korzyści. Marek Ast ma także te cechę, że popada w samouwielbienie, ale tylko na terenie własnego okręgu ponieważ w centrali znają jego ograniczenia i dlatego nigdy nie będzie miał szans na objęcie jakiegokolwiek poważnego stanowiska rządowego, pomimo tego, że sam też potrafi odgrywać niezłą wazelinę w stosunku do innych wyżej postawionych, od których czuje zależność. Poza tym wieczorami w sejmie z reguły film mu się urywa po spożyciu niekoniecznie coca-coli co jest tajemnicą poliszynela. Marek Ast potrafi zachowywać się jak Dr. Jekyl i Mr.Hyde, sam jest wazeliną w Warszawie tak samo jak np. Bogdan i Gabriela Trzpis odgrywają wobec niego totalna wazelinę tutaj urządzając klakę na zebraniu zarządu w dniu 3 czerwca 2019 roku po przegranych przez PiS w okręgu wyborach do europarlamentu. Jak długo rozbijany przez własnego prezesa PiS będzie przegrywał kolejne wybory w naszym okręgu? Odpowiedź jest prosta – Tak długo jak prezesem będzie Marek Ast.