Temat, który zmuszony jestem poruszyć jest dość skomplikowany i dotyczy natury ogólnej, a nie jakiegoś regionu Polski. Należy zauważyć, że od czasu przejęcia władzy przez Zjednoczoną Prawicę w wyniku wygranych wyborów parlamentarnych nastąpiło znacznie polepszenie sytuacji budżetowej oraz poprawa zarządzania dużych przedsiębiorstw będących spółkami skarbu państwa. W połączeniu z dobra koniunkturą na rynkach globalnych i rozwojem prywatnego biznesu w Polsce mamy taką, a nie inną dobrą sytuację budżetową. Ale mogłoby być jeszcze lepiej gdyby nie zaniedbania dotyczące głównie mniejszych spółek skarbu państwa nie mających strategicznego znaczenia i nie goszczących z reguły na pierwszych stronach gazet. Naświetlę tutaj sytuację w jednej ze spółek w pewnym regionie Polski, ale nie będę na tę chwilę podawał jej nazwy.
Jedna ze spółek miała pójść pod młotek w ostatnich dniach rządów koalicji PO – PSL za bezcen, najlepiej dla dewelopera, który by skasował zakład i postawił osiedle mieszkaniowe. Krótko przed dojściem do władzy PiS nastał w tej firmie nowy prezes mający poparcie jednego z PO-owskich prominentów. W momencie przejęcia władzy przez nowy układ logicznym byłaby zmiana prezesa spółki. Do tej zmiany też dążył szef lokalnych struktur PiS w pełni rozumiejąc sytuację. Niestety pomysł w Warszawie był inny. Na początek dotychczasowemu prezesowi przydzielono dwóch wiceprezesów z nowego nadania. Obaj byli kompletnymi dyletantami jeśli chodzi o pracę w zarządzie spółek skarbu państwa. Jeden z nich postanowił odgrywać rolę szefa z tylnego siedzenia mając poparcie w Warszawie. Ponieważ był dyletantem zdecydował, że trzeba zostawić starego prezesa, który mu będzie wszystko zawdzięczał i jadł z ręki. Sam w ogóle najczęściej nie bywał w firmie ponieważ interesowała go tylko wypłata. Jeśli mieszał się do spraw firmy do najczęściej chcąc upchnąć w niej protegowaną przez siebie osobę. Posuwał prezesowi karteczkę z nazwiskiem i pensją dla tej osoby. Oczywiście kompetencje były tu ostatnią rzeczą, na którą ten pan zwracał uwagę. Drugi z wiceprezesów będąc równocześnie profesorem uczelni wyższej skupiał się na pracy w niej, w spółce wykonywał tylko polecenia drugiego wiceprezesa, a właściwie „nadprezesa” firmy. Spółka cały czas przynosiła wielomilionowe straty, ale to akurat nikogo z nowych wiceprezesów nie martwiło. Ważny był służbowy samochód i przelewy na konto. Wszelkie uwagi zgłaszane przez szefa lokalnych struktur PiS oraz Solidarność nie odnosiły skutku dlatego, że ważniejszy z wiceprezesów za „wcześniejsze zasługi” i posiadanie kolegów w Warszawie czuł się całkowicie bezkarny.
Sytuacja uległa lekkiej zmianie gdy po przetasowaniach w ministerstwie „nadprezes” stracił główne oparcie w stolicy. Od tej pory przebywał w Warszawie głównie po to by się pod kogoś „podczepić” aby nie stracić posady. Ponieważ coraz częściej mieszał się ze swoim dyletanctwem w zarządzanie firmą w końcu miał go nawet dość stary prezes i postanowił ewakuować się z firmy do prywatnego biznesu krótko po hucznie obchodzonej rocznicy powstania firmy. Wywołało to zdziwienie wiceprezesów. Po jego odejściu pozostało dwóch wiceprezesów „dyletantów”, z których jeden będący profesorem uczelni został p.o. prezesa. Pełni on tez funkcję p.o.prezesa spólki córki czyli OBR Stomil wystawiając faktury sam sobie. „Nadprezes” nie chciał pełnić funkcji prezesa bo wie doskonale, że za kłopoty przede wszystkim odpowie prezes, a on się wymiga. Dzięki pracy załogi firma jeszcze istnieje pomimo tego, że dla p.o. prezesa ważniejsza uczelnia i pobyt tam niż w spółce. „Nadprezes” dalej jeździ do Warszawy załatwiając własne interesy i spółką się nie interesuje. Rada Nadzorcza przez cały okres czasu była pod kontrolą „nadprezesa” bo jego zdanie było zawsze ostatnie. Należy na koniec nadmienić, że spółka ta gdy prawica obejmowała władzę była przedstawiona w mediach wolnego słowa jako ta, która może mieć bardzo dobre perspektywy, niestety fatalne zarządzania może ją doprowadzić do upadłości. Lata historii mogą pójść na marne. Przetrwali PO, a wykończył ich PiS.