Jak wyrzucać ludzi, którzy mają odmienne zdanie, czyli metody Marka Asta.

W niniejszym artykule chciałbym naświetlić na podstawie posiadanych informacji metody jakimi posługuje się Marek Ast i jego świta w usuwaniu z partii ludzi ideowych, którym zależy na rozwoju PiS w województwie lubuskim, ale potrafią także powiedzieć swoje zdanie niekoniecznie zgodne z poglądami Asta i wytknąć mu wszystkie świństwa, które czyni. Co ciekawe Marek Ast ma zwyczaj przeprowadzać tzw. Sądy kapturowe nie informując w ogóle o sprawie osoby, która ma być wykluczona. W związku z tym nie można w żaden sposób skonfrontować przesłanek( mogą to być np. specjalnie spreparowane dowodu czy przeinaczone fakty) ze zdaniem osoby obwinianej. Decyzję w zasadzie Ast podejmuje już z góry zakładając, że pozbędzie się niewygodnej osoby. Na zarządzie Ast decyduje a reszta przyklaskuje bo nie chce stracić posady nadanej przez „Pana i Władcę”. Co jeszcze ciekawe to jest fakt, że w żadnym z tutaj przytoczonych przypadków według słów osób wyrzuconych przez Asta, nikt nie otrzymał na piśmie z zarządu Okręgu decyzji w swojej sprawie.
W pierwszym przypadku poszło o bezczynność Asta i tolerowanie „wyczynów” jego pupila w powiecie słubickim czyli Sławomira Dudzisa. Na początku 2016 roku większość członków szczególnie ta część pochodząca z Cybinki miała dość rządów autorytarnych Dudzisa i postanowiła usunąć go z funkcji przewodniczącego komitetu terenowego w Słubicach. Od wielu lat toczy się tam walka pomiędzy członkami z Cybinki, a częścią członków z Rzepina i Słubic. Wielkość komitetu od dłuższego czasu wskazywała jednoznacznie, że można by spokojnie utworzyć osobny komitet w Cybince, może i trzeci co pozwoliłoby utworzyć zarząd powiatowy. Niestety tym dążeniom przeciwstawia się Dudzis bojąc się słusznie, że straci wpływy. Zgrupował wokół siebie grupę wazeliniarzy, którym tak jak jemu zależy na ścisłej współpracy z PO i Marcinem Jabłońskim. Tak by każdy z nich mógł wykroić tylko dla siebie kawałek tortu. Widać to było szczególnie w czasie układanek w powiecie po wyborach samorządowych 2018. Ale do tego tematu wrócimy niebawem w osobnym artykule. Wracając do sedna sprawy z 2016 roku. Ponieważ wszelkie pisma i zgłaszanie problemu u Asta pozostały bez odpowiedzi bo Ast krył swego protegowanego członkowie zwołali zebranie, na którym odwołano Dudzisa i powołano na jego miejsce inna osobę(dokumenty z tym związane są prezentowane w załącznikach). Reakcja Asta była tym razem dosyć szybka. O ile wcześniej miał wszystko w nosie tak teraz natychmiast wyrzucił z partii nowo wybranego przewodniczącego broniąc swojego protegowanego i jego współpracy z PO i SLD, dając przez to jednoznacznie do zrozumienia, że popiera jego współpracę i podporządkowanie się PO i SLD w powiecie słubickim.
Druga z opisywanych tu spraw miała miejsce na początku 2018 roku i jest jeszcze bardziej kuriozalna ponieważ osoba wyrzucona przez Asta dowiedziała się o tym z prasy lokalnej związanej z przeciwnym obozem politycznym. Jest to członek (chyba już były komitetu terenowego w Słubicach), który do tej pory nie wie za co został wyrzucony (może się domyślać, że za to, że miał inne zdanie niż Sławomir Dudzis) i tylko od osób trzecich dowiedział się kiedy ten fakt mógł mieć miejsce. Ponieważ nie otrzymał żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie to nawet nie za bardzo ma się od czego odwoływać do Warszawy. Totalna kpina z elementarnych zasad uczciwości i praworządności stosowana przez prezesa Asta.
I sprawa trzecia chyba najbardziej bulwersująca miała miejsce w powiecie sulęcińskim, a metody tam zastosowane pochodzą z dobrej SB-eckiej szkoły lat minionych. Powszechnie znienawidzony w powiecie siłą narzucony przewodniczący tamtejszego komitetu terenowego PiS postanowił się pozbyć głównego oponenta w powiecie posuwając się do SB-eckiej prowokacji. Ponieważ sam przez wiele lat był oficerem Ludowego Wojska Polskiego i działaczem Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej w wojsku (jego akta wojskowe to z pewnością bardzo ciekawa lektura, do której jeszcze wrócimy opisując tę postać w osobnym artykule), a obecnie ściśle współpracuje z byłym agentem SB o pseudonimie Dewid nieobce są mu z pewnością właśnie metody epoki minionej. Do tej pory jeszcze nie udało się tylko ustalić czy była to tylko jego inicjatywa czy też wcześniej takie rozwiązanie sprawy polecił osobiście Marek Ast. Opłacając znanego w powiecie sulęcińskim złodziejaszka podającego się za dziennikarza chociaż żadne media nie chcą z nim współpracować (a dodatkowo jest on wspierany finansowo przez szefa Nowoczesnej w powiecie sulęcińskim chociaż okradł jego pracowników) polecił mu nagrać rozmowę ze swoim oponentem specjalnie podpuszczając pytaniami. Ponieważ jest to osoba, która nigdy nie obawiała się powiedzieć, że ma inne zdanie niż prezes okręgu prowokacja w znacznej mierze mu się udała. Następnie organizator całej prowokacji czyli Bogdan Trzpis upublicznił prywatną rozmowę bez zgody zainteresowanego na zebraniu prezydium zarządu PiS domagając się usunięcia konkurenta z partii na co z chęcią przystał Marek Ast. Sprawa przypomina znaną historię z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Całe zdarzenie miało miejsce na początku 2018 roku. Tylko tutaj jeszcze nie ma zakończenia ponieważ jak wynika z rozmowy z zainteresowanym zamierza on na początku 2019 roku podać do sądu Bogdana Trzpisa o naruszenie dóbr osobistych, a na świadka będzie wezwany Marek Ast i będzie musiał wtedy w znanym z tego, że jest bastionem obrony starego układu w sądach, odpowiadać na pytania dotyczące stosowanych przez niego metod usuwania ludzi z partii. A przypuszczamy, że zainteresowanie mediów szczególnie opozycyjnych w czasie tej rozprawy będzie duże bo to nie lada gratka , gdy brudy PiS prane są publicznie.